Co się dzieje?

Zaloguj się

Skorzystaj z wyszukiwarki filmów.

Błędny login lub hasło.
L’engloutie 2025
Obejrzyj trailer filmu oraz sprawdź gdzie obejrzeć cały film po szybkiej rejestracji.

L’engloutie 2025

Dec. 24, 2025France98 Min.NR
Twoja ocena: 0
8 1 głosowanie

Opis filmu

L’engloutie 2025 – hipnotyzujący dramat górski o zderzeniu tradycji i nowoczesności

L’engloutie 2025 to debiutancki pełnometrażowy film fabularny Louise Hémon, francuskiej reżyserki z doświadczeniem dokumentalistycznym, który trafił na ekrany kin 24 grudnia 2025 roku. To dzieło, które już w maju podczas Quinzaine des cinéastes w Cannes otrzymało prestiżową nagrodę Prix Jean-Vigo, to przede wszystkim doświadczenie sensoryczne – zimne, surowe, hipnotyzujące. I takie, które nie każdemu przypadnie do gustu.

No bo słuchajcie, jak mam opisać ten film? To nie jest kino, które bierze cię za rękę i prowadzi przez fabułę. Raczej wrzuca w śnieg po pas i mówi: radź sobie. Oglądałam go w lutym 2026 i wciąż czuję ten chłód na skórze. Nie metaforycznie – dosłownie.

O czym właściwie jest L’engloutie?

Akcja rozgrywa się w 1899 roku, gdy młoda nauczycielka Aimée Lazare przybywa do odciętego od świata alpejskiego przysiółka w Hautes-Alpes, by walczyć z przesądami mieszkańców i uczyć dzieci pisania. Brzmi jak prosty historyczny dramat, prawda? Ale zaraz. Gdy pojawia się w zimowym krajobrazie, wkrótce lawina pochłania pierwszego górala, a mieszkańcy zaczynają podejrzewać, że to nie przypadek. „L’engloutie” – ta, która pochłonęła – tak mówią o niej szeptem.

Film został nakręcony w Hautes-Alpes w pobliżu Briançon, w dolinach Clarée i Vallouise, oraz w masywie Cerces. Louise Hémon nie wybrała tych lokacji przypadkowo – reżyserka dauphinoise zna ten teren bardzo dobrze, przyjeżdża do Briançonnais od najmłodszych lat. Widać to w każdym kadrze. Ta góra nie jest tu tylko tłem – ona żyje, obserwuje, pochłania.

Inspiracja rodzinną historią i dokumentalna wrażliwość

A co najciekawsze? Reżyserka inspirowała się opowieściami antropologicznymi swojej prababki, również nauczycielki w odległej alpejskiej wiosce, oraz nowelami napisanymi przez jej dziadka. Ten osobisty kontekst czuć w każdej scenie. Hémon przyszła z dokumentu – i to widać od pierwszej minuty. Sposób, w jaki kamera obserwuje twarze, jak rejestruje codzienne rytuały, jak unika sztuczności.

Film kręcono w warunkach izolacji na wysokości prawie 2000 metrów, z ograniczonym dostępem do elektryczności. To zmusiło ekipę do wykorzystania naturalnego światła, w tym światła księżyca odbijającego się od śniegu, co tworzy naturalne „noce amerykańskie”. Serio, wiecie jak to brzmi? Jak szaleństwo. Ale efekt? Niesamowity.

Obsada i główne role

W filmie wystąpili Galatea Bellugi, Matthieu Lucci i Samuel Kircher – nazwiska, które być może nie mówią wam za wiele, ale uwierzcie mi, Bellugi w roli Aimée to objawienie. Jest tak samo intensywna jak w „Glorii”, ale tutaj dodaje coś jeszcze – tę niesamowitą dwuznaczność. Nie wiesz, czy ona jest ofiarą, czy sprawczynią. Może obydwoma jednocześnie?

Zderzenie dwóch światów – Republika kontra tradycja

Najfascynujący w tym wszystkim jest temat zderzenia. Współistnienie republikańskiej nauczycielki i górali nie będzie łatwe – to delikatne powiedziane. Aimée przybywa z misją oświecenia, z wiarą w racjonalność, naukę, postęp. Mieszkańcy? Mają swoje prawa natury, duchy, wierzenia, rytuały. I nie zamierzają się ich tak łatwo wyrzec.

Moment. Tu pojawia się coś, co mnie totalnie zaskoczyło. Aimée rozwija dość szalony, wręcz deliryczny apetyt seksualny niemal od razu po przyjeździe, ale poza tym nie dowiadujemy się o niej prawie nic – ani o przeszłości, ani o charakterze. I tu jest haczyk. To nie jest klasyczna opowieść o bohaterce z wyraźną motywacją. Hémon zostawia cię z pytaniami. Co napędza Aimée? Frustracja? Pragnienie wolności? Magia?

Atmosfera i estetyka – kino zmysłów

No dobra, wracając do tego, co naprawdę wyróżnia „L’engloutie” – to jego zmysłowość. Louise Hémon tworzy świat, w którym pożądanie splata się z surową materią świata – śniegiem, błotem, parą – gdzie każde doznanie wpisuje się w ciało z pierwotną intensywnością. Brzmi górnolotnie? Bo jest. Ale też działa.

Oświetlona naturalnym światłem, trzeszcząca od pęknięć pni drzew i żaru w palenisku, L’engloutie sprawia wrażenie niezwykłej kroniki naturalistycznej – tak napisała Elisabeth Franck-Dumas z Liberation. I trafnie. To film, który czujesz fizycznie. Zimno przechodzi przez ekran. Dym z ognisk drażni gardło. Wilgoć jaskini osadza się na skórze.

Symbolika i motywy – seksualność, natura, śmierć

Enoch i Pépin, sekretni kochankowie, spotykają się w jaskini, odkrywając swoje ciała w wilgotnym cieniu skały. Ale pochłonięcie to także frustracja, zawiedziona pożądanie. Film gra z różnymi wątkami: erotyzm kontra represja, natura kontra cywilizacja, wiedza kontra wiara.

Film pokazuje, jak czarownica nie istnieje, zanim ktoś nie spojrzy na nią w ten sposób. Jak powstaje przez akumulację znaków, zbiegów okoliczności, lęków, przez zbiorową narrację, która rusza w ruch. I to jest najbardziej przerażające – nie lawiny, nie góry, ale ludzie. Ich strach. Ich potrzeba winnego.

Problemy i kontrowersje – film dla wybranych?

Ale hej, nie będę udawać, że to dzieło perfekcyjne. Wielu widzów wyszło z kina rozczarowanych. Film określa się jako enigmatyczny, ale chaotyczny. Miesza różne elementy bez ich prawdziwej synergii. Recenzje są podzielone – jedni widzą w tym arcydzieło, inni… no cóż, męczarnię.

Problem może tkwić w tym, że reżyserka jest tak blisko materiału, iż zakłada, że publiczność ma podobną znajomość tematu jak ona i że jej kinematograficzne interpretacje będą odpowiednio zrozumiane. Dla widzów francuskich, znających kontekst końca XIX wieku, to ma sens. Dla reszty? Może być trudniej.

To, co można zarzucić filmowi, to dokładnie to, co mi się podobało: pewna powolność – napisał jeden z krytyków. No i właśnie. Ten film wymaga cierpliwości. Jeśli oczekujesz akcji, klasycznej narracji, wyraźnych odpowiedzi – przejdź obok. Serio.

Porównania – Vermiglio, Louise Violet i inni

Nie da się uniknąć porównań. Punkt wyjścia L’engloutie przypomina film „Louise Violet”, ale porównania nie mają sensu ze względu na ambicje i rozbudowaną atmosferę pierwszego. Niektórzy mówią też o „Vermiglio” (2024), innym dramacie górskim z podobną lokalizacją, ale innym kontekstem historycznym.

L’engloutie nie wytrzymuje porównania z Vermiglio – bardziej potężnym, głębszym, bardziej dopracowanym estetycznie i przemyślanym kinematograficznie, pisze Le Mag Cinéma. Harsh, ale może fair. To szczery, ładny debiut – ale czy na miarę włoskiego konkurenta? Tego nie jestem pewna.

Scena noworocznej zabawy – moment przełomowy

Jest jedna scena, która totalnie mnie rozłożyła. Podczas przejścia do roku 1900 wszyscy zbierają się w jednym pomieszczeniu, dzielą noworoczny posiłek, a stopniowo, przy niesamowicie potężnej muzyce (Emile’a Sornina inspirowanego Ennio Morricone), wszyscy zaczynają tańczyć. Scena jest długa, ale mogła trwać jeszcze dłużej.

To był moment, w którym film przestał być o Aimée, o republice, o górach. Stał się o czymś większym – o ludzkości w jej najbardziej pierwotnej formie. Taniec, ciało, wspólnota. Poczułam to samo, co podczas rave’ów w „Sirat” – nieokiełznaną trans. Magiczne.

Nagrody i uznanie krytyki

Film nie pozostał niezauważony. Otrzymał Prix Pierre Chevalier 2025 dla producentów Margaux Juvénal i Alexisa Genauzeau oraz Prix de la Critique du Meilleur long métrage français na Champs-Élysées Film Festival 2025. A Prix Jean-Vigo to naprawdę znacząca nagroda w świecie kina artystycznego.

Ale wiecie co? Nagrody to jedno. Box office to drugie. Światowe wpływy wyniosły zaledwie 481 947 dolarów. Dla porównania – to naprawdę niewiele jak na film prezentowany w Cannes. Czy to znaczy, że film zawiódł? Nie. Znaczy, że jest niszowy. I nic w tym złego.

Techniczne aspekty – obraz i dźwięk

Atmosfera hipnotyczna filmu to efekt pracy operatorki i laureatki Fondation Gan w 2024, Marine Atlan. Louise Hémon i Marine Atlan pracowały razem, tworząc perfekcyjną grę kontrastów między bielą śnieżnych przestrzeni a przyciemnionymi wnętrzami oświetlonymi blaskiem kominków. Format 4:3, naturalne światło, minimalistyczne podejście – wszystko to służy autentyczności.

Oryginalność ścieżki dźwiękowej narzuca się od prologu. Ekran niemal czarny – poza migoczącymi światełkami latarń – ale niepokojąca, zawrotna oprawa dźwiękowa, muzyka ze skrzypienia, „fałszywych” dysonansów. Dźwięk w tym filmie robi tyle samo co obraz. A może nawet więcej.

Dla kogo jest ten film?

Pytacie, czy polecam? Zależy komu. Jeśli lubicie kino powolne, kontemplacyjne, które nie tłumaczy wszystkiego na tacy – absolutnie tak. Jeśli szukacie dramatu z wyraźną fabułą i happy endem – no sorry, to nie dla was.

L’engloutie to film, który trzeba poczuć, nie zrozumieć. To kino dla cierpliwych, dla tych, którzy lubią zostawać z pytaniami, dla fanów awangardowego podejścia do gatunku. Kino wrażeń, brutalne i liryczne, poetycka eksplozja w bieli gór – jak napisał jeden z krytyków. I zgadzam się w 100%.

Podsumowanie kluczowych punktów

Co warto zapamiętać o L’engloutie 2025? Po pierwsze – to debiut Louise Hémon, reżyserki z bogatym doświadczeniem dokumentalnym, która przeniosła swoją wrażliwość na grunt fabuły. Po drugie – film oparty jest na autentycznych rodzinnych historiach, co nadaje mu głębi i autentyczności.

Po trzecie – aspekt techniczny jest na najwyższym poziomie. Naturalne światło, minimalna elektryczność, kręcenie na wysokości 2000 metrów – to wszystko nie było łatwe, ale efekt jest spektakularny. Format 4:3, mroczna fotografia Marine Atlan, oryginalna muzyka – każdy element służy budowaniu klimatu.

Po czwarte – tematyka. Zderzenie racjonalizmu i przesądów, republikańskich wartości i tradycji górskiej, seksualności i represji. Film zadaje więcej pytań niż daje odpowiedzi, a główna bohaterka pozostaje enigmą do samego końca.

Po piąte – recepcja. Podzielona. Nagrody festiwalowe kontra słabe wyniki box office. Zachwyt krytyków kontra frustracja części widzów. To kino, które nie buduje konsensusu – i to jego siła.

Wnioski końcowe

Czy L’engloutie to arcydzieło? Nie jestem pewna. Czy to ważny film? Zdecydowanie. Louise Hémon pokazała, że ma coś do powiedzenia i unikalny sposób, by to zrobić. Film nie jest łatwy, nie jest przyjemny, nie jest komfortowy. Ale zostaje w głowie na długo po seansie.

Widzę w nim pewne niedociągnięcia – chaotyczność narracji, nadmiar wątków, które nie zawsze współgrają, powolność, która dla niektórych będzie nie do zniesienia. Ale jednocześnie widzę odwagę, oryginalność, piękno surowe i niepokorne. To kino, które próbuje czegoś więcej niż tylko opowiedzieć historię. Próbuje przenieść nas w czas i przestrzeń, która już nie istnieje – albo może nigdy nie istniała w takiej formie.

Czy żałuję seansu? Absolutnie nie. Czy pobiegłabym obejrzeć to drugi raz? Hmm… może za rok, gdy będę gotowa na kolejne zmierzenie się z tym zimnym, hipnotyzującym, nieokiełznanym doświadczeniem. Bo L’engloutie to nie film – to wyprava. I trzeba być na nią przygotowanym.

L’engloutie 2025
Tytuł oryginału L'Engloutie
IMDb Rating 6.3 53 głosów

Podobne tytuły

Pretty Hurts 2025
Lovebug 2025
Meadowlarks 2025
Pansamantala 2026
Od góry do dołu 2025
Ostatnia kropla 2025
Motståndaren 2023
Bunt 2025
காந்தா 2025
Agra 2025
99 Moons (2023)
Caramelo 2025
×
Ktoś właśnie ogląda

Użytkownik [variable_1] właśnie się zarejestrował i rozpoczął korzystanie z serwisu.