
Zaloguj się
Skorzystaj z wyszukiwarki filmów.
Nie czekaj! Rejestracja konta w 17 sekund
Zarejestruj się
La grazia 2025 to najnowsza propozycja Paolo Sorrentino, która miała swoją premierę na 82. Festiwalu Filmowym w Wenecji w sierpniu 2025 roku. Film otworzyły festiwal, a Toni Servillo zdobył za swoje wykonanie Puchar Volpiego dla najlepszego aktora. Oglądając ten film w lutym 2026, mogę z czystym sumieniem powiedzieć: to jedno z najważniejszych dzieł kinematografii tego roku. I nie, nie przesadzam.
No więc tak. Przez ostatnie miesiące miałam okazję śledzić wzrost zainteresowania tym tytułem – od pierwszych zapowiedzi w grudniu 2024, przez premiery na festiwalach, aż po dystrybucję kinową we Włoszech, która rozpoczęła się 15 stycznia 2026. Teraz, po seansie, wiem jedno: Sorrentino znów pokazuje, że potrafi opowiadać o przemijaniu, etyce i wątpliwościach lepiej niż niemal ktokolwiek inny we współczesnym kinie europejskim.
Fabuła jest prosta, ale diabelnie skomplikowana jednocześnie. Mariano De Santis, prezydent Włoch, zaciekły katolik i doświadczony prawnik, rozpoczyna swój ostatni semestr kadencji i stoi przed dylematem, czy podpisać ustawę legalizującą eutanazję oraz musi rozważyć prośby o ułaskawienie dwóch osób, które zamordowały swoich partnerów. I właśnie w tym momencie zaczyna się prawdziwa jazda.
Mariano to człowiek o przezwisku „Cemento Armato” – żelbet. Jest niezwykle stateczny w osobistych relacjach, nieugięty w politycznych decyzjach, a jego przezwisko to „wzmocniony beton”. Ale pod tą fasadą czai się kompletnie zagubiony facet, który – zamiast skupiać się na wielkich decyzjach państwowych – obsesyjnie zadręcza się pytaniem: z kim jego nieżyjąca żona go zdradziła? Serio.
Pytacie, czy to nie brzmi absurdalnie? Bo brzmi. Ale u Sorrentino działa to genialnie. Bo widzicie, reżyser pokazuje nam, że nawet najpotężniejsi ludzie są tylko… ludźmi. Mimo że De Santis ma decydować o życiu i śmierci, o prawach obywateli, o moralności całego społeczeństwa, to tak naprawdę nie może sobie poradzić z osobistą zbrodnią serca sprzed czterdziestu lat.
Film obsadzony jest gwiazdami: Toni Servillo, Anna Ferzetti i Massimo Venturiello. To już ósmy wspólny film Sorrentino i Servillo. I widać tę chemię. Servillo gra tak, jakby wczołgał się w skórę zmęczonego życiem prezydenta – każdy gest, każde spojrzenie jest wyważone, minimalistyczne, ale piekielnie wymowne.
Servillo występuje z kamienną twarzą, która stanowi ogromne niedopowiedzenie minimalizmu jego gry. Aktor ma teraz 66 lat, ale w „La Grazia” wygląda na 75, z obramowaniem krótkich białych włosów wokół twarzy, która jest przystojna w ponurym wydaniu, opanowana i ponuro arystokratyczna, niemal zamarznięta w poprawności. I tak, widzicie tutaj wielkiego aktora w pełnej krasie.
Anna Ferzetti jako Dorotea, córka prezydenta i jego doradczyni, jest absolutnie wspaniała. Ona jest działaniem – kiedy ojciec zastanawia się, waha, zwleka, ona pcha naprzód. Zabiega o wprowadzenie prawa do eutanazji tak usilnie, że zapomina oddychać. Bez ustanku poprawia ustawę z nadzieją, że De Santis zrobi w końcu użytek ze swojego długopisu. Ale ojciec? Ojciec tkwi w przeszłości.
Jeden z centralnych motywów filmu to pytanie: „Do kogo należą nasze dni?” Brzmi banalnie? Może. Ale w kontekście tego, co dzieje się na ekranie, staje się fundamentem całej historii.
La Grazia to film o moralnym dylemacie. Czy udzielić łaski dwóm osobom, które popełniły morderstwa, choć może w okolicznościach, które mogą być wybaczone? Czy jako katolik podpisać problematyczną ustawę o eutanazji?
Sorrentino sam przyznał, że inspiracją był dla niego „Dekalog” Kieślowskiego – ten absolutny majstersztyk kina moralności. Jako młody człowiek był głęboko poruszony „Dekalogiem” Kieślowskiego. To arcydzieło całkowicie skoncentrowane na dylematach moralnych; fabuła wszystkich fabularnych, jedyna naprawdę przekonująca narracja. Bardziej niż jakikolwiek thriller. Nie wierzy, że nawet zbliżył się do geniuszu Kieślowskiego ani głębi, z jaką podejmował tematy moralne, ale czuł się zmuszony spróbować, w historycznym momencie, kiedy etyka czasami wydaje się opcjonalna, nieuchwytna, nieprzejrzysta lub zbyt często przywoływana tylko z instrumentalnych powodów.
I o to chodzi. Sorrentino nie daje nam odpowiedzi. Nie mówi: „To jest dobre, a to złe”. On pokazuje człowieka, który musi znaleźć swoją drogę w gąszczu sprzecznych wartości. I właśnie dlatego ten film jest tak niesamowity.
Pomimo ciężkich tematów, film jest momentami… zabawny. Nie żartuję. Pomimo tematów ostatecznych, cięty dowcip reżysera nigdy nie zawodzi. Sala zanosiła się śmiechem na widok najpoważniejszych przedstawicieli państw w najbardziej ludzkich sytuacjach. Premier Portugalii rozpaczliwie walczący w zwolnionym tempie z ulewnym deszczem, burmistrz tkwiący pod pantoflem żony, słowne przepychanki prezydenta Włoch z przyjaciółką – to wszystko sprawia, że film oddycha.
I nie mogę nie wspomnieć o jednej scenie: prezydent Włoch rapuje. Tak, dobrze przeczytaliście. W swoich cichszych chwilach – kiedy nie słucha głośnej włoskiej muzyki rapowej na słuchawkach – mówi do niej w wewnętrznym monologu, stresując się wydarzeniami sprzed czterdziestu lat. To absurdalne, ale jednocześnie wzruszające – ten stary, zgorzkniały mężczyzna próbuje znaleźć ukojenie w muzyce, która jest tak odległa od jego świata.
Główne zdjęcia rozpoczęły się w Turynie w marcu 2025 roku. Filmowanie odbywało się w Castello del Valentino, zamku Moncalieri, Palazzo Chiablese, Politechnice w Turynie, Accademia delle Scienze di Torino, Museo Egizio i kręgielni Tesoriera. Filmowano również na Piazza di Spagna w Rzymie. I te lokacje są nie tylko tłem – one tworzą narrację.
Szare garnitury kontrastują z ozdobnymi pokojami, zielenią papieskich ogrodów, energicznymi występami na Festiwalu Tańca Współczesnego, kolorową garderobą zmarłej żony. Bogate prezydenckie wnętrza pełne są pustych ludzi, którzy ukrywając się za prawnymi książkami, dystansują się od świata. Jak zauważa Sorrentino, rządzący powinni zejść ze swojego Olimpu, dotknąć trawy, pocierpieć razem z umierającym koniem, postawić na szali swoje dobre imię.
Każdy kadr to niemal obraz – majestatyczne, zimne korytarze pałaców, puste przestrzenie, w których De Santis wędruje jak duch. Sorrentino znów pokazuje swoje mistrzowskie oko do kompozycji. Operator Daria D’Antonio zasługuje na oklaski – jej praca to poezja wizualna.
Na agregatora recenzji Rotten Tomatoes 80% z 46 recenzji krytyków jest pozytywnych. Konsensus witryny brzmi: „Celebrując cnoty wytrwałości i cierpliwości, La Grazia to nietypowo powściągliwe dzieło scenarzysty-reżysera Paolo Sorrentino, które łączy go z niezawodnie majestatycznym Toni Servillo”. Metacritic przyznał filmowi wynik 69 na 100, na podstawie 12 krytyków, wskazując na „generalnie przychylne” recenzje.
Niektórzy krytycy narzekają, że film jest zbyt powolny, zbyt wyważony. Inni twierdzą, że to właśnie w tej prostocie tkwi siła. Dla The Playlist, które dało La Grazia ocenę B, film jest „fascynującym seansem”, który „uosabia wiele z uroku Sorrentino, nawet jeśli rejestruje się w bardziej stonowanym kluczu dla włoskiego autora. Film jest zabawny, gdy chce być, i zamyślony, gdy musi być”.
Ale są też głosy krytyczne. IndieWire nazwało film „niezwykle spokojnym i pozbawionej seksu” oraz „celową krzyżówką od współczesnego włoskiego kina najbardziej nieokiełznanego maksymalisty”. Nie każdy musi to pokochać – i to jest w porządku.
Jeśli oczekujecie kolejnego „Wielkiego piękna” – zapomnijcie. To całkiem inny Sorrentino. Pomimo swojej błyskotliwości i wizualnej poezji, w przeciwieństwie do poprzedniego filmu Sorrentino „Parthenope”, tutaj efekt przychodzi dopiero po namyśle, odzwierciedlając różnicę między nimi. W Parthenope łaska istnieje w percepcji, podczas gdy tutaj jest performatywnym rytuałem. Rozpoznanie tej idei przynosi intelektualną przyjemność, ale pozbawia widza łaski natychmiastowej emocjonalnej rezonansu.
Niektórzy miłośnicy jego wcześniejszych prac mogą czuć się rozczarowani brakiem ekstrawagancji. Ale moim zdaniem to właśnie ta powściągliwość jest siłą filmu. Sorrentino dojrzał jako reżyser – nie potrzebuje już szaleńczych wizualnych fajerwerków, żeby nas poruszyć.
Szczerze? Nie dla każdego. Jeśli szukacie akcji, dynamicznych zwrotów akcji, spektakularnych scen – to nie ten film. Ale jeśli jesteście gotowi na powolne, medytacyjne kino o ludzkiej kondycji, o dylematach moralnych, które nie mają prostych odpowiedzi – to La grazia 2025 jest absolutnie must-see.
Najlepiej pasuje dla widzów, którzy znajdują piękno w introspekcji i odwagę w dwuznaczności. Oglądajcie to, gdy jesteście gotowi rozważać ostateczny koszt łaski i pozwolić, aby kino niosło wasze wątpliwości.
Po seansie wyszłam z kina z uczuciem… ciężaru. Ale tego dobrego rodzaju ciężaru. Takiego, który sprawia, że przez kilka dni rozmyślasz o tym, co widziałeś. Pytasz się: co ja bym zrobił na jego miejscu? Czy potrafiłabym podpisać ustawę, która jest sprzeczna z moją wiarą, ale może pomóc cierpiącym ludziom? Czy ułaskawiłabym kogoś, kto zabił z miłości?
La grazia 2025 to film, który wymaga od widza cierpliwości, ale w zamian oferuje niezwykle głębokie, refleksyjne doświadczenie kinowe. Paolo Sorrentino po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem subtelnej narracji o dylematach moralnych i ludzkiej słabości.
| Aspekt | Ocena | Uwagi |
|---|---|---|
| Reżyseria | 9/10 | Sorrentino w powściągliwej, dojrzałej formie |
| Aktorstwo | 10/10 | Toni Servillo w roli życia, nagroda w Wenecji w pełni zasłużona |
| Zdjęcia | 9/10 | Wizualna poezja, majestatyczne kadry |
| Tempo | 6/10 | Powolne, może być wyzwaniem dla niecierpliwych |
| Przesłanie | 10/10 | Głębokie przemyślenia o etyce, moralności i człowieczeństwie |
Film jest dostępny na platformie MUBI w wielu krajach poza Włochami, gdzie dystrybucją zajmuje się PiperFilm. To doskonała okazja, żeby zobaczyć kolejne arcydzieło europejskiego kina artystycznego.
Jeśli chcecie głębokiego, przemyślanego kina, które zadaje trudne pytania i nie daje łatwych odpowiedzi – to jest film dla was. Jeśli wolicie rozrywkę bez zbędnego filozofowania – lepiej poszukajcie gdzie indziej. Ja ze swojej strony polecam całym sercem tym, którzy cenią kino ambitne i nieoczywiste.
Moja ostateczna ocena: 8.5/10. Film nie jest idealny – ma swoje słabsze momenty, zwłaszcza w środkowej części, gdzie tempo wyraźnie zwalnia. Ale jako całość to jedno z najciekawszych kinowych doświadczeń, jakie miałam okazję przeżyć w tym roku. I tak, będę o nim myśleć jeszcze długo.
Użytkownik [variable_1] właśnie się zarejestrował i rozpoczął korzystanie z serwisu.
Dzięki! Wystarczy chwile poświęcić ale no przynajmniej je pewność wyszukania produkcji. La grazia 2025 Kto się zgadza? :)
Dzięki +1 bo piękne zakończenie na które warto czekać..!
Naprawdę świetna jakość całego filmu! Zdecydowanie lepsza niż na innych serwisach..
Uff, myślałam, że to fake a jednak da się wyszukać. Jak ktoś ma problem to piszcie PW lub komentarz
Opłaca się rejestrować?
Tak, wszystko działa. Tylko należy poprawnie utworzyć konto. Polecam Serdecznie!
Mega, mega mega. Jak ktoś mówi, że kiepsko wygląda to musi się nieźle walnąć w głowe xD
Ogromna baza filmów, szybka rejestracja, Polecam !!
dzięki, działa player tylko trzeba zarejestrować się.