
Zaloguj się
Skorzystaj z wyszukiwarki filmów.
Nie czekaj! Rejestracja konta w 17 sekund
Zarejestruj się
90 minut do wolności 2026 to świeży thriller science fiction, który zadebiutował w polskich kinach 23 stycznia 2026 roku. I powiem Wam szczerze – nikt mnie nie przygotował na to, że ten film będzie tak intensywny. Chris Pratt w roli detektywa oskarżonego o zamordowanie własnej żony. Dystopijne Los Angeles roku 2029. System sprawiedliwości oparty wyłącznie na sztucznej inteligencji. No i ta presja czasu – tytułowe dziewięćdziesiąt minut na udowodnienie niewinności. Albo egzekucja.
Film wyreżyserował Timur Bekmambetov, znany z takich produkcji jak „Wanted: Ścigani”, „Abraham Lincoln: Łowca wampirów 3D” oraz rosyjskie hity „Straż nocna” i „Straż dzienna”. Za produkcję odpowiada Charles Roven, zdobywca Oscara za „Oppenheimera”, który był również nominowany za „American Hustle”. Brzmi jak mocny skład? Bo jest.
Detektyw LAPD Raymond staje przed sądem oskarżony o zamordowanie swojej żony, a postępowanie prowadzi ultranowoczesna sędzia oparta na sztucznej inteligencji, Maddox (Rebecca Ferguson), której wprowadzenie Raymond sam niegdyś popierał. W zaledwie 90 minut musi niepodważalnie udowodnić swoją niewinność, zanim sztuczna sprawiedliwość zadecyduje o jego dalszym życiu — lub o jego końcu.
Cała akcja dzieje się mniej więcej w czasie rzeczywistym. Na przestrzeni dziewięćdziesięciu minut Raven dzwoni do córki, przyjaciół i współpracowników żony, starając się odkryć, co tak naprawdę się stało. Przegląda nagrania z taśm, analizuje miejsca zbrodni, przeszukuje konta społecznościowe i robi wszystko, byle tylko udowodnić to, w co święcie wierzy – że nie zabił swojej żony.
No i tu jest haczyk. Detektyw Raven budzi się pewnego dnia z gigantycznym kacem, nie pamięta większości poprzedniego dnia i wie jedynie, że znów zajrzał na dno butelki. Klasyczna sytuacja: główny bohater musi rozwiązać zagadkę, będąc w kiepskim stanie fizycznym i psychicznym. Ciekawy punkt wyjścia do thrillera, tylko…
| Aktor | Rola |
|---|---|
| Chris Pratt | Detektyw Chris Raven / Raymond |
| Rebecca Ferguson | Sędzia AI Maddox / Mercy |
| Annabelle Wallis | Żona Chrisa |
| Kali Reis | Partnerka detektywa |
| Chris Sullivan | – |
| Kenneth Choi | – |
| Kylie Rogers | – |
Chris Pratt wraca do kina akcji. I wiecie co? Ogląda się to zaskakująco dobrze. Według recenzentów z Filmweb, „Pratt zagrał po prostu rewelacyjnie”, chociaż są też głosy, że niektórzy uważają, że „mega nie pasował do głównej roli w tym filmie”. Sprawa jest więc sporna.
Rebecca Ferguson jako AI? Jej kreacja jako eksperymentalnej AI to jedna z bardziej starannie skonstruowanych portretów AI/robotów/androidów w ostatnich latach. Jej prawie-uśmiechnięte wyrazy twarzy i subtelne tiki twarzowe prezentują tajemniczą, niestabilną i zimnokrwistą AI w nowy sposób. Ta AI przypomina imitatora – kogoś, kto naśladuje ludzkie ekspresje, nie rozumiejąc ich naprawdę. Brzmi genialnie, prawda?
Timur Bekmambetov wraca do wysokobudżetowego kina. Film wykorzystuje technologię screenlife – czyli konwencję, gdzie znaczna część akcji rozgrywa się poprzez ekrany komputerów, kamery, monitoring. Technologia screenlife nie przejęła kina, jak planował Bekmambetov. Na przestrzeni ostatnich lat tylko kilka filmów udało się przy wykorzystaniu tej techniki, żeby wspomnieć o „Searching” czy „Missing”, ale zdecydowana większość okazała się kiepskimi horrorami.
No i jeszcze ta „perełka”. Reżyser tego filmu to producent „Wojny światów” z Ice Cubem, która była tak zła, że widzowie zwrócili na nią uwagę i zyskała niezasłużoną sławę. Nie najlepszy punkt odniesienia, hm?
| Źródło | Ocena |
|---|---|
| IMDb | 6.2/10 |
| Rotten Tomatoes (Krytycy) | 19% |
| Metacritic | 35/100 |
| Filmweb (Użytkownicy) | 6.0/10 |
| Filmweb (Krytycy) | 3.5/6 |
I tu robi się ciekawie. W serwisie Rotten Tomatoes „90 minut do wolności” ma 19% pozytywnych opinii krytyków na podstawie 42 recenzji. To oznacza, że posiada status zgniłego. No autsch. Podobnie wygląda to w przypadku Metacritic, gdzie średnia nota to 35/100 z 20 recenzji.
Ale moment. Widzowie mają zupełnie inne zdanie. IMDb wystawia ocenę 6.2, a jeden z użytkowników twierdzi: „I dont really understand why this movie is so low rated, it was very intense and had a good few plot twists”.
Według niektórych recenzentów, „90 minut do wolności” nie jest dobrym filmem – posiada banalne dialogi i sztampowe kreacje aktorskie, ale co gorsza, jest to film, który pod płaszczykiem thrillera akcji promuje nieuczciwe poglądy na temat sztucznej inteligencji. Ciężki zarzut.
Krytycy uważają, że jest to historia pozbawiona napięcia, rozwiązania fabularne nie działają, a cała akcja rozgrywająca się w jednym pomieszczeniu niebezpiecznie blisko przypomina „Wojnę światów” z Ice Cubem niż kultowy „Raport Mniejszości” z Tomem Cruisem. I mają trochę racji – „90 minut do wolności” to zmodyfikowana i jednocześnie o wiele gorsza wersja „Raportu mniejszości” Stevena Spielberga.
Owen Gleiberman z Variety, jeden z nielicznych recenzentów, który wystawił pozytywną ocenę, twierdzi, że film jest o poziom lub dwa lepszy, niż można by się spodziewać. No właśnie. Z odpowiednim nastawieniem to całkiem niezła jazda.
Jeden z recenzentów PPE zauważył: „świat potrzebuje też takich filmów – prostej, głupkowatej rozrywki, na której możemy się po prostu zrelaksować i pobawić w zgadywanie kto, jak i dlaczego”. Dokładnie. Nie każdy film musi być dziełem sztuki.
I tu zaczyna się problem. Według recenzji, „90 minut do wolności” ma fajną koncepcję, której nie daje rady utrzymać jakość scenariusza. Po prostu jeśli tylko zaczniesz choć przez chwilę zastanawiać się nad logiką tego, co tu się dzieje i co się nie dzieje, a powinno, historia natychmiast rozchodzi się w szwach.
Największy absurd? Jeśli przestępcy mogą wykorzystywać tak potężną technologię do oczyszczenia swojego imienia, dlaczego jest to zaprojektowane jako 90-minutowe, wysokociśnieniowe wyzwanie czasowe? Dobra kwestia. System AI ma dostęp do WSZYSTKICH danych, kamer, monitoringu – więc czemu ten sam AI nie znalazł dowodów, które ludzki detektyw odkrywa w ciągu 90 minut?
Film zadaje ważne pytania, zahacza o granice technologii, odpowiedzialność AI, prywatność danych i automatyzację przemocy, ale za chwilę, kiedy dochodzi do kulminacyjnego momentu, ucieka w banał. Szkoda. Naprawdę szkoda, bo potencjał był ogromny.
Nowość studia Amazon MGM zarobiła na dzień dobry 11,1 mln dolarów, co jest wynikiem fatalnym, ale i tak wystarczająco dobrym do zajęcia pierwszego miejsca. Czekaj, jak to?
Kina przegrały w ten weekend z pogodą. Szalejące burze śnieżne w kilkunastu stanach doprowadziły do przerw w dostawach prądu i zamknięcia co najmniej 400 kin w całym kraju. Ekstremalne warunki zniechęciły też wielu do wychodzenia z domów. Pech.
Szacunki mówią o łącznych wpływach ze sprzedaży biletów w ten weekend w okolicach zaledwie 57 milionów dolarów – to najgorszy wynik w tym roku. Obraz kosztował bowiem ponad 60 milionów dolarów. Oj, to nie wygląda dobrze dla studia.
Techniczny aspekt filmu jest co najmniej poprawny i wizualnie interesujący. Wizja świata totalnej inwigilacji jest bardzo spójna, a sama konwencja screenlife została wykorzystana świadomie i z pomysłem.
Film świadomie bombarduje widza bodźcami: migające interfejsy, powiadomienia, okna, procenty i wykresy – tego jest tak dużo, że można poczuć się przytłoczonym, ale o to właśnie chodziło. Dobrze oddaje chaos informacyjny i presję czasu.
Prócz siedzącego w fotelu Chrisa Pratta dostajemy masę wizualizacji, które „przenoszą nas” na miejsce akcji. Praca kamery pozostaje całkiem dynamiczna przez cały film, a regularnie widoczny na ekranie timer, odliczający czas do egzekucji Ravena, skutecznie powstrzymuje przed koniecznością sprawdzenia na telefonie ile jeszcze do końca. Cały seans zlatuje bardzo prędko.
Film rozgrywa się w 2029 roku. Niedaleka przyszłość, prawda? W erze ChatGPT akcja tego reklamowanego jako science-fiction filmu jest już niemal współczesna. I to jest przerażające.
W świecie bliskiej przyszłości wymiar sprawiedliwości przechodzi rewolucję. Mercy – sąd oparty na zaawansowanej sztucznej inteligencji – ma dostęp do wszystkich kamer, telefonów i baz danych. Jego werdykty są szybkie, niepodważalne i ostateczne.
W Mercy obowiązuje zasada: to oskarżony musi udowodnić, że jest niewinny. W świecie, gdzie tradycyjne sądy zawodzą, ten system obiecuje koniec bezkarności. Ale w rękach niewłaściwych ludzi może stać się narzędziem doskonałej niesprawiedliwości. Brzmi znajomo? No właśnie.
Pytanie za milion. Według recenzji FDB: z odpowiednim nastawieniem „90 minut do wolności” to całkiem dobra rozrywka. Jeśli potrafisz zawiesić swoją niewiarę na półtorej godziny, to możesz spokojnie dodać oczko. W innym wypadku powinieneś je odjąć.
Jeśli lubisz:
…to może Ci się spodobać. Ale jeśli szukasz spójnego scenariusza, głębokiej refleksji nad AI i wyważonego komentarza społecznego – lepiej odpuść.
Cała akcja rozgrywa się w czasie rzeczywistym (90 minut), co nadaje filmowi tempa i dramaturgii, ale jednocześnie ten krótki format przypomina epizod „Black Mirror”. Elementy, na których zbudowana jest cała koncepcja filmu, pojawiały się w takich odcinkach serialu Charlie Brookera, jak choćby „White Bear”.
Widać też wizualną inspirację cyberpunkowymi „Dziwnymi dniami” (1995) Kathryn Bigelow. Bekmambetov nie ukrywa swoich inspiracji, ale czy udało mu się stworzyć coś oryginalnego? Eee… no tak średnio.
„90 minut do wolności” to film pełen sprzeczności. Z jednej strony mamy intrygującą koncepcję, świetną dynamikę czasową, niezłe kreacje aktorskie (szczególnie Rebecca Ferguson) i ciekawą wizualnie realizację. Z drugiej – scenariusz pełen dziur logicznych, banalny finał i zmarnowany potencjał na głębszą refleksję nad sztuczną inteligencją i totalną inwigilacją.
Według recenzentów, „90 minut do wolności” to film z intencjami, ale bez odwagi. Thriller, który chciał być ostrzeżeniem, a kończy jako rozmyty komentarz epoki algorytmów.
Krytycy zmiażdżyli film (19% na Rotten Tomatoes, 35/100 na Metacritic), ale widzowie są łaskawsi (6.2/10 na IMDb, 6.0/10 na Filmweb). Box office również nie zachwyca – 11,1 mln dolarów w pierwszy weekend przy budżecie 60 milionów.
Czy warto iść do kina? Jeśli szukasz prostej, intensywnej rozrywki na wieczór – czemu nie. Ale nie oczekuj arcydzieła. Film wyparowuje z głowy pół godziny po seansie, chociaż bazuje na naszych lękach przed rozwojem AI. I to chyba największy problem – miał być głębokim thrillerem sci-fi o niebezpieczeństwach technologii, a jest… niezłym akcyjniakiem na jeden seans.
Użytkownik [variable_1] właśnie się zarejestrował i rozpoczął korzystanie z serwisu.
Dzięki! Wystarczy chwile poświęcić ale no przynajmniej je pewność wyszukania produkcji. 90 minut do wolności 2026 Kto się zgadza? :)
Dzięki +1 bo piękne zakończenie na które warto czekać..!
Naprawdę świetna jakość całego filmu! Zdecydowanie lepsza niż na innych serwisach..
Uff, myślałam, że to fake a jednak da się wyszukać. Jak ktoś ma problem to piszcie PW lub komentarz
Opłaca się rejestrować?
Tak, wszystko działa. Tylko należy poprawnie utworzyć konto. Polecam Serdecznie!
Mega, mega mega. Jak ktoś mówi, że kiepsko wygląda to musi się nieźle walnąć w głowe xD
Ogromna baza filmów, szybka rejestracja, Polecam !!
dzięki, działa player tylko trzeba zarejestrować się.